piątek, 14 sierpnia 2015

Jeez, jest 2:25, a ja właśnie skończyłam oglądać pierwszy sezon Zorro z lat dziewięćdziesiątych. Zorro jest cudowny! Tyle obecnych filmów o superbohaterach się na nim opiera, chociażby Batman. Problemy Batmana są zrzynane od Zorra tak bardzo, że aż trudno nie zauważyć. No i pochodzenie pseudonimu... Ten nietoperz, drugi lis, coś obrońcy uciśnionych mają zamiłowania do zwierząt, no nie powiem!
Ech, ale ta fascynacja przygodami pewnego lisa z kolonii hiszpańskiej z 1820 roku wpływa na moje godziny snu, nie jestem w stanie iść spać bez dokończenia sezonu. A że go skończyłam... Buenas noches, lectores!
Ten post tak wiele wnosi do bloga. O.o

czwartek, 13 sierpnia 2015

Z braku porażających problemów i dostępu do komputera jakoś zbyt wiele ostatnio nie pisałam... Cóż, niedługo wrzesień, wszystko ulegnie zmianie.
Dostałam się do dobrego liceum, którego tutaj nie wymienię ze względu na bezpieczeństwo, bo w końcu czytelnicy to z pewnością sadystyczni mordercy czyhający na świeżo upieczone licealistki prowadzące blogi. Prawdę mówiąc, żywię pewne obawy jak to będzie z towarzystwem... Nie no, słyszałam mnóstwo pochlebnych opinii o tej szkole, ale nigdy nie wiadomo na jakich ludzi trafi się w swojej klasie. Przy czym podobno nie sprawiam wrażenia normalnej na pierwszy rzut oka, bo dużo gadam (szczególnie kiedy jestem zdenerwowana) i ubieram się jak hipis. Albo cyganka. Oczywiście, jest na to prosta rada - zacznij ubierać się jak Twoi rówieśnicy! Ale obecne mody strasznie mi się nie podobają, nie chcę być kolejnym sobowtórem i w ogóle mój ubiór jest manifestacją buntu przeciwko ogólnospołecznym zasadom. A przynajmniej tak odpowiadam babci za każdym razem, gdy mi narzeka, że na zjazd rodzinny cała młodzież była ubrana młodzieżowo, a ja przyjechałam w dzwonach.
Poza tym, po przyjeździe do domu ze wszystkich obozów nagle czuję się parszywie samotna. Niby mam ten bachorowy harmider w domu, ale tata pracuje, a mama tylko zajmuje się wyżej wspomnianym harmidrem. Jak jej pomagam, też jest maksymalnie skupiona na najmłodszych. Wiem, że nie powinnam jej za to obwiniać, i tak jest niesamowita, że daje sobie z nimi wszystkimi radę, jeno... przykro mi trochę. Jak rozkapryszone dziecko, po miesiącach w otoczeniu rozgadanych, głośnych znajomych, gdzie skupialiśmy się tylko na sobie nawzajem, teraz beznadziejnie się czuję, gdy nikt nie poświęca mi uwagi. 
Chciałabym pojechać jeszcze w góry, zamiast kisić się w domu. Ścianki wspinaczkowe, na które regularnie jeżdżę z ciotką, też nie pomagają w takim stopniu, jak bym chciała. Wszyscy znajomi wyjechali, więc siedzę tak sobie samotnie i oglądam odcinki Zorro z 1990 roku. Byłoby łatwiej, gdyby nie miały włoskiego dubbingu, ale nie mogę znaleźć oryginalnych i tak się męczę z tym włoskim.
Na dziś kończę zażalenia, bo mam jeszcze "Bonnie i Clyde" do obejrzenia. *jaki ryyym*
Adiós, señoras y señores!