niedziela, 24 stycznia 2016

*wpada zadyszana na bloga, by zaraz zwiać*
Damn, tylko jedno małe spostrzeżenie i uciekam spać - jednak już ktoś zajął się stroną "Humans of Warsaw". DAMN. ;_______;

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Uhu, tak późno, a ja wchodzę, by popisać. Będę tego żałować. Dokładnie jutro o szóstej nad ranem, gdy będę musiała wstać pod prysznic.  Ale TRUDNO, co będzie, to będzie - choć postaram się pisać krótko, bo mam otwarte okno i zzzzimno jest straszliwie tak siedzieć przy biurku w samej piżamie.

Obecnie muszę czytać na polski "Tristana i Izoldę" i zwyczajnie płaczę ze śmiechu, czytając to... coś. Nie no, świetna średniowieczna literatura poza charakterystycznym dla tej epoki obrzydliwym miłosnym patosem i straszliwą idealizacją postaci. I to dzielenie książkowych person na przegródki ZŁY i DOBRY. Chyba nie będzie to niezwykle odkrywcza sentencja, gdy powiem, że przecież nikt nie jest całkowicie zły ani całkowicie dobry...! Jeszcze nawet nie jestem na 40 stronie, a to... coś doprowadza mnie do szału. ;n;
Oprócz tego tak sobie myślałam... nie wiem czy kojarzycie (tak bardzo zwracać się bezpośrednio do nieobecnej publiczności) stronę na facebooku "Humans of New York"? Pewnie tak, jest bardzo znana. W każdym razie, myślałam o założeniu podobnej o naszej wspaniałej stolicy. W sumie czemu nie? Chyba nikt jeszcze nie wpadł na ten pomysł (a w każdym razie go nie zrealizował), a na pewno byłoby to całkiem ciekawe doświadczenie - spacerować po mieście, wyszukiwać odpowiednich ludzi i zadawać im odpowiednie pytania, robić zdjęcia, a przez to wszystko sprawiać, by w jakiś sposób zbłąkani facebookowicze mogli poznać swój kraj (a konkretnie ludzi jego stolicy) trochę lepiej. Każdy ma własną historię, czemu by nie upublicznić chociaż ich części. :)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

O rany, strasznie dawno tu nie zaglądałam, kilka miesięcy na pewno. Wygląda na to, że piszę tu tylko wtedy, gdy czuję wewnętrzną potrzebę wyżalenia się na coś lub nie mam z kim porozmawiać. Lub boję się o czymś z daną osobą porozmawiać.
Czytając poprzednie wpisy, doszłam do wniosku, że żyję chyba tylko szkołą i serialami xD
Cóż, wygląda na to, że to prawda, jako, iż przybyłam tu znowu w tym samym celu - pisać o szkole i serialach. Ogółem jestem z siebie dumna - pierwsza klasa liceum, a mnie udało się wywalczyć średnią 4, 47, która jest naprawdę niezła jak na pierwszy semestr. W podstawówce mogłam być prymuską, ale wystarczyło pójść do gimnazjum, stracić wiarę w siebie, wolę do nauki i porządnie skłócić się z ojcem, by zejść ze średniej 5,0 na 4,0. Niby czemu tak bardzo przejmuję się tymi ocenami? Prowadziłam dyskusje na ten temat z przyjacielem i to w jakiś sposób obudziło we mnie pewne wątpliwości - po co ja to robię? Damn, nikt w przyszłości nie będzie patrzył na moją średnią z pierwszego semestru pierwszej klasy liceum! Chodzi o samą naukę, wiedzę - nie oceny. Wychodzi na to, że robię to ze względu na a) ojca oraz b) podwyższenia swojego poczucia wartości. Definitywnie godne pochwały, nie powiem. A co jeszcze gorsze, nie chcę stracić w oczach familii oraz swoich własnych, więc bez słowa podporządkowuję się wyznaczonym ogólnospołecznym standardom, mimo świadomości, jak bardzo jest to ślepe maszerowanie za niezupełnie sensownymi normami. Czuję się... wyprana mózgowo. :/
Moja obecna klasa okazała się świetna - mam z kim porozmawiać o tematach, które nas obu/obie interesują oraz,  jako, że nie jestem jedynym świrusem w cygańskich spódnicach, zostałam w pełni zaakceptowana. Tak właściwie sporo osób uczęszczających do mojej szkoły bardzo się wyróżnia - na co dzień da się zaobserwować sporo ludu z bardzo nienaturalnymi kolorami włosów, takich jak niebieski, czy różowy. Są też dziewczęta z ustami wymalowanymi na czarno, kolczykami w najróżniejszych częściach ciała et cetera, et cetera. Inni wyglądają odrobinę normalniej, ale nie starają się nikomu zaimponować, nie grają kogoś, kim nie są, nie krępują się z tym, co lubią i głośno mówią swoje zdanie. Mam w klasie bardzo miłą dziewczynę, która na co dzień dość porządnie się maluje, mówi wszystkim prawdę prosto w oczy (nie zawsze jest to przyjemne, jednak trzeba docenić prawdziwą szczerość - ha, pleonazm! - bez dodatkowych złośliwości) i nie ukrywa, że pasjonuje ją taniec na rurze i chodzi na lekcje tego tańca. I bynajmniej nie jest żadną panną o lekkich obyczajach, widać, że nikogo nie gra - po prostu ma taką osobowość. Strasznie mi się to podoba. :)
Zakolegowałam się z kilkoma sympatycznymi dziewczynami, każda z nich jest zupełnie inna, ale w czwórkę świetnie się dogadujemy. Malwina* jest typowym fandomowcem, kocha filmy Marvela całym sercem i duszą oraz namiętnie pisuje fanficki o jakiś youtuberach - jeszcze nie pytałam jej o szczegóły i trochę boję się o nie pytać. xD
Tak w sumie jest fajną, bezpośrednią osobą, zdecydowaną i z silnym charakterem. Budzi szacunek, a jednocześnie można się z nią pośmiać i powygłupiać. :)

Nika* jest... creepy. Wysoka dziewczyna o kamiennej twarzy, jeśli coś mówi, to zwykle jest to przesiąknięte sarkazmem i natychmiast powoduje u Ciebie poczucie winy, że coś zrobiłeś źle. Jest dość cicha i... nie wiem jak ona to robi, ale można wyjść z sali kompletnie o niej zapominając, przypomnieć sobie o niej dwa piętra wyżej, odwrócić się, by jej poszukać i znaleźć ją dokładnie za swoimi plecami, stojącą ze swoją zwyczajową kamienną twarzą. Zawału można dostać. xD
Początkowo niemal się jej bałam, ale jak się okazuje - pozory tak bardzo mylą. :'D
W rzeczywistości Nika uwielbia K-pop, Hello Kitty i kolor różowy. Normalnie ubiera się na czarno, granatowo i szaro, no i w towarzystwie ponurej mimiki twarzy wydaje się to po prostu groteskowe, jednak to prawda. Ona jest po prostu urocza! Teraz wiem, że ładując sarkazm do wypowiedzi stara się być dowcipna i w zwyczajnie podśmiewa się z różnych sytuacji, nie jest też wcale ponura, wręcz przeciwnie - wszędzie widzi jakieś dziwne, zabawne zdarzenia. Ubóstwia wszystko co urocze- najlepiej, by było drobne, słodkie i różowe. Trochę przypomina mi tego wikinga Wołodię z "Zaplątanych", tego, co kolekcjonował figurki jednorożców. xD   (kto nie widział filmu, niech żałuje).

Lilę* moglibyście pomylić z dzieciakiem z podstawówki, gdybyście nie widzieli jej twarzy. Z pewnością liczy sobie mniej niż 160 cm wzrostu (Jeez, JA mam 163 cm, a ona mi sięga jakoś do brody, jeśli nie niżej) i ma drobną, filigranową figurę. Jest... słodka, po prostu słodka. Przy niej włącza mi się czerwona lampka "instynkt macierzyński" i mam tylko ochotę ją przytulać i bronić przed straszliwym Hannibalem w spódnicy (czyt. nauczycielką od historii). Po twarzy jednak już widać jej prawdziwy wiek, bo ma dość ostre rysy i ogromne oczy, no i co jest po prostu mega - ma bardzo długie włosy i pozwala się nimi bawić, co z radością wykorzystuję. Z natury jest dość nieśmiała i niepewna siebie, ale do wszystkiego podchodzi z dużą dawką humoru. Jej niepewność, lekka dziecinność, ale też empatia są takie słodkie, że można by ją zabrać do domu i zjeść ze śmietaną i cukrem. Jest kochana. :)
Nasza czwórka jeszcze trochę buduje swoje wzajemne relacje, ale zwykle wygląda to tak, że Nika rzuca nadzwyczaj dobrze dobranymi sarkastyczno-cynicznymi uwagami (co spotyka się z salwami śmiechu), Malwina wprowadza grupę w świat fandomu i swoich ukochanych aktorów/postaci filmowych, Lila wszystkim zagląda przez ramię, nieśmiało komentuje, dopytuje i się śmieje, a ja pajacuję, jak to mam w zwyczaju. Ewentualnie fangirluję postacie filmowe razem z Malwiną. I wydaje mi się, że instynktownie wszystkie trochę staramy się podnieść na duchu Lilę, z jej niepewnością i niskim poczuciem wartości.


To niezwykłe uczucie, gdy w końcu po trzech latach jako takiego bycia wyrzutkiem, wśród ludzi, z którymi po prostu nie potrafiłabym normalnie porozmawiać i którzy, jak mi się wydaje, po prostu mną gardzili (z drobnymi wyjątkami), nagle wracam do normalności. Chyba kluczem do tej "normalności" jest zaprzestanie użalania się nad sobą i patrzenia na wszystko z cudzej perspektywy (co o mnie pomyślą? Jak to wygląda z zewnątrz? etc.). Można powiedzieć, że jeden z najgorszych etapów dorastania społecznego mam za sobą. ...chyba, że tylko tak myślę, a w świecie dorosłości czekają mnie jeszcze jakieś diabelskie niespodzianki, co jest zresztą bardzo prawdopodobne. O.O


Uuu... bolą mnie już oczy od wpatrywania się w ekran. I powinnam zrobić pracę na EdB. W sumie mam jeszcze jeden temat do przemyślenia na piśmie na tym blogu... ale on może sobie jeszcze poczekać, tak myślę. I tak nie wiem, jak się do niego zabrać, ciężko nawet mi o nim myśleć. To trochę zawstydzające i jednocześnie takie... delikatne. Cholerne zagłębienie się w swoje emocje i takie tam. Ciężka sprawa. 

Ale na dzisiaj piszę Wam, moi wyimaginowani Czytelnicy - dobranoc. :)
_________________________________
*Wszystkie imiona w tekście zostały zmienione (tak jakby się ktoś nie domyślił xD)