Dzisiaj krótko, bo dosłownie padam z nóg.
W szkole, jak to na ostatnie półtora miesiące przed wystawieniem ocen w trzeciej klasie gimnazjum przystało, panuje Mordor. Dosłownie. W takich chwilach każdy uczeń kończący gimnazjum jest Frodem niosącym swoje oceny w postaci Pierścienia do Mordoru (czyt. rady zatwierdzającej), aby go tam wrzucić, dostać dobre wyniki w postaci pokoju w Śródziemiu i mieć go nareszcie z głowy. A samo przetrwanie przez całą tę straszną wędrówkę i w dodatku oddać go w stanie, który jeszcze nie zrył nam umysłów (to jest oddać dobre oceny) jest najgorszym doświadczeniem, które najprawdopodobniej zaważy na naszej późniejszej psychice, nie będziemy w stanie żyć normalnie tak jak reszta ludu i popłyniemy z Elrondem i Gandalfem hen, za granice Śródziemia, aby...
No dobra, zagalopowałam się, aż tak źle to chyba nie jest. xD
W każdym razie z tymi stosami kartkówek do napisania/poprawienia, tuzinem projektów, warsztatów, prezentacji i kart gigantpracy (tia, karta pracy z lektury dodatkowej. Dziesięć podpunktów do wykonania w rodzaju: 1. Napisz rozprawkę, gdzie potwierdzisz tezę... 2. Napisz recenzję... 3. Napisz charakterystykę...) nie mam czasu nawet dokończenia "Nad Niemnem". Wiem, wygląda na to, że jestem jedyną piętnastolatką, która w ogóle to lubi. A stara, dobra, polska literatura jest najlepsza! Kornel Makuszyński, Sienkiewicz... <3
No dobra, więc wracając do tematu - nawał pracy i tak dalej. Plus sporo perypetii klasowych, bo dość kiepsko dogaduję się z rówieśnikami z klasy, o czym prawdopodobnie już zdążyłam wspomnieć. Chce się żyć! ^^
Szkoda mi trochę, że nie mam także czasu na obejrzenie dalszych odcinków Star Treka. Uwielbiam science-fiction, szczególnie te stare i w swoich czasach dość znane (Star Trek, Star Wars, Doctor Who) i obecnie mam straszną fazę na Star Treka. Obejrzałam już jakieś dwa sezony oryginalnej serii i jak skończę trzeci, to pewnie zabiorę się za Voyagera, to już chyba seria z kapitanem Picardem oparta na oryginalnych odcinkach z Kirkiem. A szkoda, Kirk miał swój urok, no i Spock, jego pierwszy oficer pół-Wulkanita, pół-człowiek był genialny, mój faworyt. Zawsze jakoś przemawiały do mnie osobowości przesiąknięte sarkazmem. :'D
Uaaa, czuję już piasek pod powiekami, najwyższy czas iść spać. Wstanę jutro wcześnie i otoczona gęstą atmosferą książkowego patosu stawię czoła miażdżącej codzienności. Do boju! :'D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz